Agnieszka Dachterska

Sukces według mojej definicji oznacza życie tak poukładane, że najważniejsze jego składowe – a dla mnie to mój mąż i synek oraz moja praca – doskonale się uzupełniają, współistnieją, a nie rywalizują ze sobą. Sukces to skuteczne realizowanie założonego życiowego planu i robienie tego, co chcę, a nie muszę.

Przeczytaj jak swoją drogę do sukcesu i stawania się kobietą przedsiębiorczą opisuje finalistka II etapu konkursu „Kobieta Sukcesu 2011”, nagrody Akademii Kobiet Sukcesu oraz Instytutu Przemiany dla kobiet realizujących ideę życia pełnią, Agnieszka Dachterska

Agnieszka Dachterska – finalistka II etapu konkursu „Kobieta Sukcesu 2011”, nagrody Akademii Kobiet Sukcesu oraz Instytutu Przemiany dla kobiet realizujących ideę życia pełnią.

Agnieszka Dachterska – (rocznik ’76) Absolwentka filologii germańskiej na UMCS w Lublinie i Szkoły Prawa Niemieckiego przy UW, MBA. Przez blisko dekadę realizowała się jako tłumacz. Wydała w tym czasie słownik specjalistyczny (ekonomia i prawo) (Wydawnictwo C.H. Beck, Warszawa 2006 i 2010). Ponad rok temu zrezygnowała z intensywnego uprawiania zawodu tłumacza, by oddać się wyjątkowo twórczej pracy, jaką jest projektowanie ubioru. Stworzyła markę Manufaktura Mody. Stoją za nią lata obserwacji rynku rodzimego i rynków zagranicznych, analizy oferty i rzeczywistych potrzeb klientek. Tworząc projekty opiera się wyłącznie na własnej intuicji i doświadczeniu nie będąc ukierunkowaną przez żadną z modowych szkół

Moja definicja sukcesu

Sukces według mojej definicji oznacza życie tak poukładane, że najważniejsze jego składowe – a dla mnie to mój mąż i synek oraz moja praca – doskonale się uzupełniają, współistnieją, a nie rywalizują ze sobą. Sukces to skuteczne realizowanie założonego życiowego planu i robienie tego, co chcę, a nie muszę.
Kiedyś zastrzymałam się nad słowami jednego z autorytetów literackich – ludzie pędzą w dzisiejszych czasach tak, że nawet nie mają czasu, żeby posłuchać padającego deszczu. Pomyślałam sobie niedawno, że mnie stać już na to, żeby tego deszczu świadomie posłuchać. I to właśnie jest mój sukces.

Moja droga do sukcesu

Zastanawiam się, w którym miejscu powinnam zacząć. Czy od mojej zahartowanej życiem prababci, która przeżyła dwie wojny światowe i nie zawracała sobie głowy banałami pokazując mi, co tak naprawdę w życiu jest najważniejsze? Czy od moich rodziców, którzy nie temperowali mojej mocno zarysowanej osobowości, chociaż ukazała się właściwie zaraz po moim urodzeniu się (po co w wieku kilku miesięcy marnować czas na spanie w dzień? lepiej niech ktoś ponosi na rękach, bo świat jest taki ciekawy) Czy może od razu przejść do absolutorium i tego, co wydarzyło się zaraz potem, czyli do reprezentowania Polski na Światowej Wystawie EXPO 2000 w Hanowerze? W moim przypadku bardzo ważna jest cała ta przeszłość, która wyposażyła mnie na przyszłość w to, co najcenniejsze: najlepsze przykłady życiowych postaw, odwagę w działaniu i przede wszystkim wiarę we własne siły.
Zanim zaczęłam podejmować decyzje, które determinowały moje poważne życiowe wybory, było kilka falstartów. Stomatologiem chciałam być do czasu pierwszego leczenia górnych jedynek (mniej więcej druga klasa podstawówki), z bycia konserwatorem zabytków (bo wreszcie bym mogła dotknąć tronu królewskiego na Wawelu) “wyleczyła” mnie wiedza, na czym naprawdę polega ta praca, no i ta chemia … Kolejny zachwyt to już tłumacze. Nie dość, że znają tak perfekcyjnie język obcy, to jeszcze mają taką szeroką wiedzę o świecie. I to było to! Też tak chciałam. W siódmej klasie postanowiłam – będę tłumaczem. To nic, że w podstawówce był tylko rosyjski i nikt z najbliższego otoczenia nie mówił biegle w żadnym języku obcym. Będę tłumaczem (język na tym etapie jeszcze nieznany i nieważny), bo też chcę być taka mądra! I tak z mojej małej wsi trafiłam na germanistykę ze specjalnością translatorską. Do dziś pamiętam euforię po zobaczeniu siebie na liście przyjętych (choć “wymiękłam”, kiedy miałam kupić pierwszy bilet w komunikacji miejskiej u kierowcy). A po zdaniu egzaminu z gramatyki opisowej (dla wtajemniczonych – wiecie, o czym piszę, dla niewtajemniczonych – najbardziej zakręcony i najbardziej niepotrzebny przedmiot na wszystkich filologiach i lingwistykach; z pierwszego wykładu zrozumiałam tylko, że pies po niemiecku szczeka “wau, wau” i taki poziom abstrakcji zajęć utrzymany był mniej więcej do końca) byłam już pewna – teraz nie ma dla mnie rzeczy niemożliwych! I będę tym tłumaczem, choćby nie wiem co! No i tak się stało.
Przez prawie 10 lat czerpałam z tej pracy niesamowitą satysfakcję i realizowałam projekty, o których mi się wcześniej nie śniło. Skończyłam MBA, choć nie znałam się za bardzo na ekonomii i zarządzaniu, napisałam specjalistyczny słownik, który stanął na półkach w księgarniach obok tych słowników, z których uczyłam się jeszcze w liceum. Brałam udział w przedsięwzięciach unijnych – zdawałoby się – hermetycznych i nie dla wszystkich. Zyskałam grono stałych klientów, bo tylko na 1,5 roku “zabłądziłam” na etat, a potem otworzyłam swoją działalność i pracowałam już tylko na swoje nazwisko.
W końcu przyszła chwila refleksji nad tzw. karierą. Stale zadawałam sobie pytanie, co mogę jeszcze osiągnąć w tej dziedzinie? Co jeszcze może mi sprawiać satysfakcję? Poza tym chcę wreszcie coś powiedzieć od siebie… Ale z drugiej strony praca tłumacza to było moje marzenie i szkoda teraz przejść do zupełnie innej dziedziny. No i jaka by to w ogóle miała być dziedzina?
Właściwie do podjęcia ostatecznej decyzji o zmianie zawodu przyczynił się mój 3-letni wówczas synek, rozpoczęta budowa domu i mąż na etacie. Mój Maluch zaczął chodzić do przedszkola, co równało się właściwie infekcjom przez większość roku i całkowitą dezorganizacją dotychczasowego rytmu pracy. Nie byłam w stanie nic zaplanować, nie mogłam dać gwarancji, że będę w stanie przetłumaczyć kilkanaście stron tekstu z dnia na dzień albo będę do dyspozycji na przykład za tydzień do pracy w kabinie (do tej pory nie było z tym problemu). Budowa domu oznaczała z kolei ekipy budowlane, których nie wolno zostawić samym sobie, zakupy w sklepach budowlanych – czytaj: znajomość różnic między płytami gips-kartonowymi, gładziami szpachlowymi, folią paraizolacyjną i paraprzepuszczalną (a ja po germanistyce…). Mąż w pracy, ja pracuję w domu, więc to ja przejmuję budowę – taką decyzję podjęliśmy wspólnie. W pewnym momencie już nie wiedziałam, czy jestem bardziej pielęgniarką chorego dziecka czy budowlańcem, bo aktywnym tłumaczem to już przestałam być – tego byłam pewna i tym intensywniej myślałam o zmianie profesji, żeby móc łączyć wychowanie dziecka z pracą zawodową. I jeszcze ta budowa … Olśnienie przyszło nagle. Będę projektantką mody! (!!!) Co z tego, że nie mam pojęcia o szyciu, o właściwościach tkanin, konstrukcji, o e-Commerce na MBA co prawda było, ale bardziej od strony teoretycznej. Mam pomysły na same ciuchy i wreszcie będę mogła się ubierać w to, co chcę i lubię! Hurrra! Jest pomysł, to teraz do działania! Mój mąż po wysłuchaniu moich “rewelacji” stwierdził tylko, że jak to przyniesie jakieś pieniądze, to czemu nie (a ja wtedy jeszcze nawet nie doszłam do etapu zwrotu z inwestycji). No to do dzieła! Kurs konstrukcji – odhaczony, zamiłowanie do geometrii w szkole się przydało. Strona internetowa i e-sklep – masakra! Co oni do mnie “rozmawiają”? – to było najczęstsze pytanie w mojej głowie przy ustalaniu szczegółów z informatykami. Teraz sama administruję stroną, już nawet bez instrukcji. Tkaniny – jak zapytać w sklepie o cokolwiek, skoro wiem właściwie tylko, jak wygląda tiul i żorżeta (czy w 100% jedwabna czy sztuczna i tak nie rozróżniałam)? Na szczęście trafiłam na fachowców w swojej dziedzinie, którzy mi pomogli. Znalazłam też pracownie krawieckie, które kontynuują solidne rzemiosło, a mnie wyręczają od konieczności zgłębiania tajników szycia.
W listopadzie ubiegłego roku mój modowy biznes oficjanie ruszył. E-sklep i strona www działają, kolekcja się powoli rozrasta i są pierwsze klientki. W mojej pracowni suszą się ręcznie malowane t-shirty, piętrzą się projekty i tkaniny. A ja słucham jazzu.

Ja, Kobieta Sukcesu 2011

(opisz, na czym polega Twój sukces  będący owocem drogi, którą przeszłaś,  jak żyjesz, jakie wartości realizujesz w swoim życiu, jaki jest Twój sposób na życiowy sukces w roku 2011)
Kilkakrotnie podejmowałam już wręcz szaleńcze decyzje zawodowe. Nigdy się nie rozczarowałam. Odeszłam z etatu, bo się na nim dusiłam. To nic, że kryzys na rynku pracy, ja chcę pracować niezależnie i tak jest do dziś. Bycie panią swojego losu i czasu – to mój cel, który jak do tej pory szczęśliwie realizuję. Projektowanie mody? Prawie wszyscy znajomi gratulowali mi pomysłu i przede wszystkim odwagi … Trochę mnie dziwiło takie podejście, bo dlaczego “odwagi”?

Tyle pozytywnej energii, ile daje mi moje modowe przedsięwzięcie, nie miałam chyba jeszcze nigdy dotąd. Realizuję się artystycznie, biznesowo, widzę mnóstwo możliwości (a nie przeszkód) związanych z tym obszarem. Przyswoiłam sobie wiedzę z całkiem nowych dla mnie dziedzin. Dzięki nowej organizacji pracy mam więcej czasu dla synka. Zresztą cenię sobie bardzo możliwość bycia z nim i obok niego przez cały dzień. Dzięki pracy na własny rachunek nie istnieje dla mnie kwestia pracodawcy najpierw niezadowolonego, że jestem w ciąży, potem kręcącego nosem na każde zwolnienie na opiekę nad dzieckiem. Poza tym nie umknął mi żaden z etapów rozwoju mojego synka. Pracy poświęcam bardzo dużo czasu, nie mogłabym z niej zrezygnować czy jej nawet ograniczyć, ale to ten mały człowiek stanowi epicentrum dnia codziennego, a ja cieszę się, że mogłam sobie tak zorganizować życie, żebym nie musiała wybierać: praca czy rodzina. Częściej mogę też sobie pozwolić na wieczór tylko dla mnie i męża (kochany jest, nie stawia warunków, tylko po prostu ze mną jest).

Teraz już jestem pewna, że nie ma rzeczy niemożliwych, a jasno sprecyzowany cel będzie zrealizowany. Nie boję się popełniać błędów ani ponieść porażki. Jestem bardziej otwarta i wobec ludzi i na Nowe. Po raz pierwszy mam nieodpartą wiarę w to, że ja też mogę wpływać na rzeczywistość, w tym pozytywnym sensie (może ta siła to efekt bycia po 30-tce?). Skoro nie podoba mi się to, co widzę, to to zmienię przez moje ubrania i samo podejście do ludzi (przede wszystkim przez szacunek dla nich samych, ich czasu i pieniędzy).

Udane łączenie życia prywatnego z zawodowym, przełamanie własnej zachowawczości w działaniu i nadzwyczajna satysfakcja z tego wszystkiego to niewątpliwie mój największy sukces.

Przede mną kolejne przedsięwzięcie – organizacja pierwszego pokazu mody pod koniec marca. Biorę także udział w konkursie na projekt ubioru. Eksperymentuję z nowymi projektami pod względem technicznym. Jeżeli jednak cały bieżący rok zamknę z grupą stałych klientek, to uznam to za wykonanie planu zawodowego na rok 2011. Ten rok zresztą jest szczególny, bo nadszedł czas właściwego rozwoju bez borykania się z problemami typowymi dla startu (rozwijanie firmy i budowa domu), no i moje dziecko wreszcie zaczęło normalnie przesypiać noce, więc po prawie 5 latach (!) jest szansa na normalny sen.
Ostatnie dwa lata były nadzwyczaj wymagające, ale też dały mi więcej życiowych doświadczeń niż cały poprzedni czas. Jestem wdzięczna losowi, że wkładał mi czasem na barki tyle, że nie miałam siły oddychać. Czasem żartuję, że dom już zbudowałam (wreszcie!), syna mam, to jeszcze zostaje mi tylko to drzewo (niby to o facetach, ale mój mąż i tak jest zdania, że ze mnie taki trochę babo-chłop, więc mogę sobie uzurpować prawo do tego powiedzenia). Z tym drzewem chyba jednak poczekam do powrotu z podróży, na którą czekałam klikanaście lat – jedziemy z mężem w maju. Zasadzę je wtedy, a potem znowu spokojnie posłucham padającego deszczu, zanim znów zabiorę się do pracy nad nową kolekcją.
***
Celem konkursu „Kobieta Sukcesu 2011” organizowanego przez Instytut Przemiany oraz Akademię Kobiet Sukcesu jest budowanie wśród kobiet świadomości, że sukces niejedno ma imię, zachęcanie, by bardziej wierzyły w siebie i dostrzegały swój potencjał, inspirowanie do odważnego promowania własnego sposobu na życiowy sukces, opartego na istotnych dla nas, kobiet, wartościach.  Jeśli czujesz, że osiągnęłaś w życiu sukces, jesteś dumna z tego, jak żyjesz i jaką jesteś kobietą – weź udział w kolejnym etapie konkursu. http://www.kobietyisukces.pl/kobieta-sukcesu-2011

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.